czwartek, 16 lipca 2015

w obliczu nie tozsamosci.

Tak naprawde nie istniejemy. Jestesmy tylko zlepkiem mistycnej chemi. Wiec nie da sie zranic nieistniejacego bytu.

W nimniejszym artykule pisanym pod wpywem fluanksolu carbomazepiny I chlorprotiksenu kturu ustepuje z mijch receptorow dajac mi ogromny zastszyk energi ale I leku. Nic dziwnego chlorprotiksen ma pownowactwo do receptorow adrenolegicznych dopaminowych serotoninoawych I acytylocholinowych. Dajac podobny stan jak bezodiazepiny. Dzieki jego systematycznie ustepujacemu dziaaniu zawdzieczam dzisiejsze lekkie piuro. A dzieki neuroleptyka ogulna inteligecje I opanowanie. Ale nie o tym. Jestesmy chemia chemia zmieniajaca sie na co dzien. Umieramy I rodzimy sie na nowo kazdego dnia. A skoro umieramy I rodzimy sie na nowo w kaszdej sekudzie jak mozemy umrzec. Czysz znamy swoj poczatek. Czy znamy momet narodzin. Nie. Podswiadomie wiemy ze jestesmy ciagli na swoj sposub niesmiertelni. Ja juz staje sie dzis trascedecja. Wiem ze jestem sam dla siebie apsolutem samym w sobie. Kruchym I niezniszczalnym. Nie jestem tylko czcina co mysli. Jestem cala materia tej cziny ale I woda co przez nia przeplynie I energia co ja zasili. Z takiej perspektywy czcina jest apsolutem ruwnym bogu. Wyrwana obumrze by odzrodzic sie w powietsze wode I glebe. Odradzajac sie w tysiacu innych czcin. Ja tak samo stoje juz w obliczu transcedecji. Apsolutu kturego nikt nie moze pojac. W besssensie rodzi sie sens. Sens dla kturego istniejemy. Nasza mala trascedecja tu I teraz.
Moje zaorzenia wynikaja z buddyzmu. I w nastepnych dniach pokrutce wpraowadze was w ta filozofie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz